poniedziałek, 25 marca 2013

Story 6 / belikeharrystyles

        -Mam pomysł!!! - powiedziała Alisa wbiegając bez zaproszenia do naszego pokoju.
        Cała nasza czwórka mieszkała w wielkim apartamencie w jakimś pięciogwiazdkowym hotelu w warszawie. Następny koncert miałyśmy grać w Gdańsku. Mam nadzieje, że będą osobne pokoje.
        -Jaki? - zapytałam z pewnością, że nikt inny tego nie zrobi.
        -Któraś z was i któryś chłopak z One Direction możecie udawać parę! - powiedziała entuzjastycznie.
        -Hm... Ten pomysł to najgorszy pomysł jaki kiedykolwiek słyszałam. - powiedziałam udając zamyślenie.
        -A poza tym chłopcy się nie zgodzą. - powiedziała Megan obojętnie.
        Wiedziała, że nie może zostań wyznaczona do tej roli. Ona już miała chłopaka. Finn jest lubiany przez fanów. Podobnie jak Megan jest raczej zrównoważony. Pasują do siebie i żal byłoby ich rozdzielać. A jeśli chodzi o dziewczynę która miałaby być dziewczyną jednego z chłopców, to pewnie byłabym to ja.
        -Nie muszą wiedzieć. Sophie jest niezła aktorką. Zagra szaleńczą miłość. On nie musi wiedzieć, że to kłamstwo. - mówi obojętnie.
        -Czemu ja? - mówię lekko podirytowana.
        -Bo ty jesteś taką najbardziej rzucająca się w oczy członkinią. - tłumaczy Alise.
        -Znowu ja... - mówię obrażona.
        Jednak i tak postanawiam to zrobić. Może to nas nieźle zareklamować. Tak przynajmniej mówi Alise. Oby miała racje bo inaczej nie będzie z nią dobrze.
        -Najlepiej idź już sobie któregoś wypatrzeć. Są w swoim pokoju. - mówi Alise.
        -Ech... - wzdycham i idę do pokoju tych niedorozwojów.
        Gdy pukam do drzwi prawie od razu otwiera mi Harry. Nie ma na sobie koszulki. Po tym, że trzyma jakąś w ręku można stwierdzić, że się przebierał. Wpatruję się w niego zaskoczona.
        -Mogę Ci w czymś pomóc? - pyta.
        -Tak. To znaczy nie. Właściwie to nie chcę przeszkadzać, więc może jeż pójdę. - mówię rozkojarzona.
        -Nie przeszkadzasz. O co chodzi?
        -O nic. Nudzi mi się po prostu. - mówię.
        -Mi też. Inni poszli zwiedzać miasto a mi się jakoś nie chciało. - mówi z uśmiechem. -Może wejdziesz? - proponuję.
        -Dobrze.
        Wybrałam Harrego, bo uważam, że nawet go nie zaboli jeśli dowie się, że blefuję. To znaczy, jeśli to co czytam w gazetach to prawda. Dużo czytam o 1D. Lubie ich muzykę tylko nie lubię ich.
        W pokoju panował dość dostateczny porządek. Było czysto, jakbym miała porównywać go z naszym.
        -Po co Ci ten wielki motyl? - pytam naglę.
        -Co? - pyta zdziwiony.
        Wskazałam na jego brzuch a on zaczął się śmiać. Czyżby ze mnie?
        -To +20 do księżniczki wróżki, tak? - pytał chichocząc.
        -Jak tak na to patrzeć. - mówi nie ukrywając rozbawienia.
        -Czyli to prawda! Chcesz być księżniczką wróżką! - mówię z udawanym przerażeniem.
        -Tak. - mówi dumnie.
        Zwijamy się ze śmiechu przez około dwie minuty aż w końcu się uspokajamy.
        -Odbija nam. - powiedział.
        -Chyba tobie. - mówię.
        Postanowiliśmy też przejść się na spacer. Harry powiedział, że może spotkamy resztę.
        -Dlaczego zawsze nosisz warkocza? - pyta nagle Harry.
        -Bo mi się tak podoba. - tłumaczę.
        -A jakie ogólnie masz włosy? W sensie proste, kręcone, falę.
        -No loki ale...
        -To czemu je ukrywasz? - pyta zdziwiony.
        -Bo tak. - mówię już ciut poddenerwowana.
        -Ok. - mówi.
        No i moja praca znacznie się skróciła. Nie będę musiała nic już praktycznie robić. Wyznawać mu miłości, flirtować z nim i inne takie duperele. Dlaczego? Pocałował mnie. Z jednej strony mam ochotę go walnąć, z drugiej jestem mu wdzięczna za ułatwienie pracy.
        Gdy się ode mnie oderwał nie wiedziałam co zrobić. Przecież "jestem" szaleńczo w nim zakochana. Powinnam jeszcze raz go pocałować? A może coś powiedzieć. Tylko co?
        Przez dłuższą chwile patrzymy sobie w oczy.
        -Przepraszam. - mówi.
        -Niby za co? Za znaczne ułatwienie mi życia? - to nie kłamstwo tylko prawda, ale może inaczej to odbierze. Taki był przynajmniej plan.
        -Jak to? - dziwi się.
        -Od pewnego czasu zastanawiam się, jak wyznać Ci, co do Ciebie czuje. - kłamię. Nic do niego nie czuję. Nic a nic. Nawet przyjaźni, obrzydzenia, nienawiści. NIC.
        -Na prawdę? - pyta. W jego oczach błyszczą iskierki nadziei.
        -Tak. - ponownie mijam się z prawdą.
        Ponownie mnie całuję. Będę musiała to znosić pewnie przez jakiś czas. Później znajdzie sobie inną, ja zagram niepocieszoną i koniec oszustw. Przynajmniej oby. Oby znalazł jakąś inną bo inaczej to się nie skończy Happy End-em. Dla mnie.

1 komentarz: