piątek, 15 marca 2013

Chapter 3/Vashappeninwoman?

  Gdy zeszłyśmy ze sceny Sophie gdzieś zniknęła. Ja poszlak z dziewczynami przywitać gości. Nagle na kogoś wpadłam. Pod islam głowę i zobaczyłam Łoszyrda (który tak naprawdę ma na imię Alex) i Jeremiego - nasi przyjaciele, którzy mieszkają w Ameryce.
-Jezu! To naprawdę wy!-darłyśmy mordy.
-Tak to my. Wasza menagerka nas tu zaprosiła, a my jak tylko usłyszeliśmy słowo impreza od razu przyjechaliśmy.-odparł ze śmiechem Łoszyrd. Po chwili dołączyła do nas Sophie. Niestety rozmowę przerwała nam Alisa, bo trzeba było pogadać trochę  z szychami. Gdy skończyłyśmy 'obchód' okazało się, że wszyscy ważni goście już poszli. Zostali tylko znajomi i gwiazdy. To oznaczało, że impreza się rozkręci.
  Nagle podszedł do nas Slash.
-Dziewczyny wymiatałyście. Jestem waszym fanem.oznajmił gitarzysta.
-Serio?! Nasz idol jest naszym fanem. Yeah.-mówiłyśmy jedna przez drugą.
-A oto prezent dla was.-oznajmił wyjmując zza pleców gitarę ze swoim autografem.- Złoże ją na ręce moich godnych zastępczyń.-powiedział i dał gitarę Vick i Megan.
dzięki.-piszczały.
-A tu macie wizytówkę mojego menagera. Wiecie trzeba nagrać jakiś utwór razem.-podał nam jakąś tekturkę im odszedł. Podobnie minęło spotkanie z Green Dayem. Oni także chcieli z nami coś nagrać.
  Wszyscy zasiedli, aby obejrzeć mecz FC Barcelona kontra AC Milan.
to pewne, że wygra Barca.oznajmiła Sophie.
nie, bo Milan.odpowiedział Jeremy.
-Barca...Milan..Barca.Milan....-zaczęła się nasza tradycyjna kłótnia. Mecz oczywiście wygrała Barca. Potem wypominałyśmy to Jeremiemu.
  Chwile potem wszyscy wrócili na parkiet.
-Kim był ten klown w kapeluszu?-usłyszałam za sobą. Obróciłam głowę i zobaczył am tego czarnowłosego idiotę z One Direction. Już miałam mu złamać nos, ale Łoszyrd mnie powstrzymał, za co oberwał od czarnowłosego. I zaczęła się bójka. Do Łoszyrda dołączył Jeremy, a do mu lata trójka z jego świty.
-Łoszyrd, Jeremy pokażcie im.-dopingowałyśmy przyjaciół.
Nagle zauważył am, że jeden z ich zespołu się nie bije, tylko stoi z boku i je spokojnie kanapkę.
-Nie walczysz?-spytałam go.
-Nie.-odpowiedział obojętnie na co ja tylko wzruszyłam ramionami.
  Walkę wygrali oczywiście Amerykanie.
-Żółwik- powiedział am do Łoszyrda, a ten przybił mi żółwika.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz