-Mam pomysł!!! - powiedziała Alisa wbiegając bez zaproszenia do naszego pokoju.
Cała nasza czwórka mieszkała w wielkim apartamencie w jakimś pięciogwiazdkowym hotelu w warszawie. Następny koncert miałyśmy grać w Gdańsku. Mam nadzieje, że będą osobne pokoje.
-Jaki? - zapytałam z pewnością, że nikt inny tego nie zrobi.
-Któraś z was i któryś chłopak z One Direction możecie udawać parę! - powiedziała entuzjastycznie.
-Hm... Ten pomysł to najgorszy pomysł jaki kiedykolwiek słyszałam. - powiedziałam udając zamyślenie.
-A poza tym chłopcy się nie zgodzą. - powiedziała Megan obojętnie.
Wiedziała, że nie może zostań wyznaczona do tej roli. Ona już miała chłopaka. Finn jest lubiany przez fanów. Podobnie jak Megan jest raczej zrównoważony. Pasują do siebie i żal byłoby ich rozdzielać. A jeśli chodzi o dziewczynę która miałaby być dziewczyną jednego z chłopców, to pewnie byłabym to ja.
-Nie muszą wiedzieć. Sophie jest niezła aktorką. Zagra szaleńczą miłość. On nie musi wiedzieć, że to kłamstwo. - mówi obojętnie.
-Czemu ja? - mówię lekko podirytowana.
-Bo ty jesteś taką najbardziej rzucająca się w oczy członkinią. - tłumaczy Alise.
-Znowu ja... - mówię obrażona.
Jednak i tak postanawiam to zrobić. Może to nas nieźle zareklamować. Tak przynajmniej mówi Alise. Oby miała racje bo inaczej nie będzie z nią dobrze.
-Najlepiej idź już sobie któregoś wypatrzeć. Są w swoim pokoju. - mówi Alise.
-Ech... - wzdycham i idę do pokoju tych niedorozwojów.
Gdy pukam do drzwi prawie od razu otwiera mi Harry. Nie ma na sobie koszulki. Po tym, że trzyma jakąś w ręku można stwierdzić, że się przebierał. Wpatruję się w niego zaskoczona.
-Mogę Ci w czymś pomóc? - pyta.
-Tak. To znaczy nie. Właściwie to nie chcę przeszkadzać, więc może jeż pójdę. - mówię rozkojarzona.
-Nie przeszkadzasz. O co chodzi?
-O nic. Nudzi mi się po prostu. - mówię.
-Mi też. Inni poszli zwiedzać miasto a mi się jakoś nie chciało. - mówi z uśmiechem. -Może wejdziesz? - proponuję.
-Dobrze.
Wybrałam Harrego, bo uważam, że nawet go nie zaboli jeśli dowie się, że blefuję. To znaczy, jeśli to co czytam w gazetach to prawda. Dużo czytam o 1D. Lubie ich muzykę tylko nie lubię ich.
W pokoju panował dość dostateczny porządek. Było czysto, jakbym miała porównywać go z naszym.
-Po co Ci ten wielki motyl? - pytam naglę.
-Co? - pyta zdziwiony.
Wskazałam na jego brzuch a on zaczął się śmiać. Czyżby ze mnie?
-To +20 do księżniczki wróżki, tak? - pytał chichocząc.
-Jak tak na to patrzeć. - mówi nie ukrywając rozbawienia.
-Czyli to prawda! Chcesz być księżniczką wróżką! - mówię z udawanym przerażeniem.
-Tak. - mówi dumnie.
Zwijamy się ze śmiechu przez około dwie minuty aż w końcu się uspokajamy.
-Odbija nam. - powiedział.
-Chyba tobie. - mówię.
Postanowiliśmy też przejść się na spacer. Harry powiedział, że może spotkamy resztę.
-Dlaczego zawsze nosisz warkocza? - pyta nagle Harry.
-Bo mi się tak podoba. - tłumaczę.
-A jakie ogólnie masz włosy? W sensie proste, kręcone, falę.
-No loki ale...
-To czemu je ukrywasz? - pyta zdziwiony.
-Bo tak. - mówię już ciut poddenerwowana.
-Ok. - mówi.
No i moja praca znacznie się skróciła. Nie będę musiała nic już praktycznie robić. Wyznawać mu miłości, flirtować z nim i inne takie duperele. Dlaczego? Pocałował mnie. Z jednej strony mam ochotę go walnąć, z drugiej jestem mu wdzięczna za ułatwienie pracy.
Gdy się ode mnie oderwał nie wiedziałam co zrobić. Przecież "jestem" szaleńczo w nim zakochana. Powinnam jeszcze raz go pocałować? A może coś powiedzieć. Tylko co?
Przez dłuższą chwile patrzymy sobie w oczy.
-Przepraszam. - mówi.
-Niby za co? Za znaczne ułatwienie mi życia? - to nie kłamstwo tylko prawda, ale może inaczej to odbierze. Taki był przynajmniej plan.
-Jak to? - dziwi się.
-Od pewnego czasu zastanawiam się, jak wyznać Ci, co do Ciebie czuje. - kłamię. Nic do niego nie czuję. Nic a nic. Nawet przyjaźni, obrzydzenia, nienawiści. NIC.
-Na prawdę? - pyta. W jego oczach błyszczą iskierki nadziei.
-Tak. - ponownie mijam się z prawdą.
Ponownie mnie całuję. Będę musiała to znosić pewnie przez jakiś czas. Później znajdzie sobie inną, ja zagram niepocieszoną i koniec oszustw. Przynajmniej oby. Oby znalazł jakąś inną bo inaczej to się nie skończy Happy End-em. Dla mnie.
poniedziałek, 25 marca 2013
piątek, 22 marca 2013
Chapter 6/Vashappeninwoman?
~~~~Kate~~~~
Gdy powoli otworzyłam oczy zobaczyłam , że jestem w jakimś białym pokoju, a nad mną stoją dziewczyny, One Direction i jakiś koleś.
-Co się stało?-spytałam.
-Nie pamiętasz? Byłaś na rollercoasterze i miałaś zawał.oznajmiła Megan, a ja zaczęła sobie wszystko przypominać. To wszystko było przez Malika. Spojrzałam na niego takim wzrokiem, że dziewczyny twierdzą, że w taki sposób to ja mogę nawet ludzi mordować. Chłopak na to spuścił głowę i wgapiał się w swoje buty.
-Witam panią. Jestem pani lekarzem prowadzącym. Obudziła się pani już wczoraj, ale miała pani jednodniowy zanik pamięci. Z tego powodu podaliśmy pani leki nasenne i przespała pani tę dobę. Gdy pani będzie gotowa proszę przyjść po wypis. 'Podreperowaliśmy' pani trochę serce także nie będzie się już pani bać adrenaliny i spokojnie może pani wskazać na rollercoastery.-oznajmił obcy facet.
-No, no. Przystojny, mądry i z poczuciem humoru. Ideał każdej kobiety.-zaśmiałam się. Lekarz na to się uśmiechnął i wyszedł. Widziałam, że Zayn odprowadza go wściekłym wzrokiem, jednak nic mnie to nie obchodziło.
-Tu masz dres. Przebierz się i wracamy.-odparła Vick podając mi torbę sportową z ubraniem i szczoteczką w środku. Poszłam więc do łazienki. Ubrałam dres zrobił am niedbale go koka, umyłam żeby i wróciłam do sali. One Direction już nie było, a dziewczyny stały i czekały.
-Pamiętasz, że jutro jedziemy do Polski?-spytała Sophie.
jak mogła bym zapomnieć? Przecież to mój kochany kraj.-oznajmiłam.-To co jedziemy?-zapytałam. Dziewczyny przytaknęły. Poszłam po wypis i wróciłyśmy do domu.
Gdy byłyśmy w domu ja poszłam na swoje piętro i ubrałam coś normalnego. Gdy skończyłam się malować akurat zawołań o nas na obiad. Dziewczyny miały grillowanego kurczaka, a ja makaron z truskawkami, bo przez parę dni musiał am przestrzegać diety. Po obiedzie lokaj przyniósł nam pocztę. Wpierw odpisałam na 5 listów od fanek. Nie byłam jak Taylor Swift nie wyrzucałam ich od razu. Prawie zawsze odpisywałam. Na końcu była dziwna niebieska koperta. Na jej przodzie było pieczarką Modest. Otworzyłam ją zastanawiając się czego oni ode mnie chcą. Okazało się, ze maja dla mnie propozycję grania na perkusji w popowym zespole z jakimiś plastikami.
-Dziewczyny dostałam propozycję od Modest.-powiedziałam ze śmiechem.
-Ja też.-oznajmiła Vick.
-I ja też.-odpowiedziała Megan.
-A ja wczoraj. Oni myślą, że nas rozdzielą. Są zazdrośni o to, że odnosimy większe sukcesy niż ich gwiazdeczki. Oczywiście nie licząc Little Mix.-powiedziała Sophie.
-Racja oni są nienormalni. A co do Little Mix to mają być podobno na naszym koncercie w przyszłym miesiącu w Londynie.-oznajmiłam i razem z Sophie zaczęłyśmy się cieszyć.
Resztę dnia spędziłyśmy przed telewizorem.
-No dobra zbierały się jutro w stajemy o czwartej.-przerwała nam oglądanie Megan.
-Ale mamooo.-zaczęłyśmy.
żadnych ale. Spać, ale to już.-rozkazała nasza 'mummy'. Z ociąganiem i niechętnie ruszyłyśmy się z kanapy i poszłyśmy na swoje piętra.
Następnego dnia wszystkie wstałyśmy punktualnie, oprócz Sophie. Ta się strasznie ociągała. Miała szczęście, że spakowałyśmy się poprzedniego dnia. Ja w sumie nie musiał am się pakować. Miałyśmy koncert w Gdyni i Gdańsku, a moi rodzice mieszkali w Gdyni, więc miałam tam rzeczy. My miałyśmy nocleg domu moich rodziców, a One Direction spadło w hotelu w Sopocie. Wracając do tematu. Ja i tak brałam ze sobą bagaże.
Zjadłam śniadanie, umyłam się i ubrałam to. Z dziewczynami spotkałam się pod drzwiami. Gdy byłyśmy już w komplecie zapakowałyśmy się i wsiadłyśmy do taksówki.
-----------------------------------------------------------
Myślałam, że wyjdzie dłuższy. Trochę późno jest więc muszę lecieć. Dalszy ciąg będzie w story. Jednak ja też coś jutro napisze.
-Dziewczyny dostałam propozycję od Modest.-powiedziałam ze śmiechem.
-Ja też.-oznajmiła Vick.
-I ja też.-odpowiedziała Megan.
-A ja wczoraj. Oni myślą, że nas rozdzielą. Są zazdrośni o to, że odnosimy większe sukcesy niż ich gwiazdeczki. Oczywiście nie licząc Little Mix.-powiedziała Sophie.
-Racja oni są nienormalni. A co do Little Mix to mają być podobno na naszym koncercie w przyszłym miesiącu w Londynie.-oznajmiłam i razem z Sophie zaczęłyśmy się cieszyć.
Resztę dnia spędziłyśmy przed telewizorem.
-No dobra zbierały się jutro w stajemy o czwartej.-przerwała nam oglądanie Megan.
-Ale mamooo.-zaczęłyśmy.
żadnych ale. Spać, ale to już.-rozkazała nasza 'mummy'. Z ociąganiem i niechętnie ruszyłyśmy się z kanapy i poszłyśmy na swoje piętra.
Następnego dnia wszystkie wstałyśmy punktualnie, oprócz Sophie. Ta się strasznie ociągała. Miała szczęście, że spakowałyśmy się poprzedniego dnia. Ja w sumie nie musiał am się pakować. Miałyśmy koncert w Gdyni i Gdańsku, a moi rodzice mieszkali w Gdyni, więc miałam tam rzeczy. My miałyśmy nocleg domu moich rodziców, a One Direction spadło w hotelu w Sopocie. Wracając do tematu. Ja i tak brałam ze sobą bagaże.
Zjadłam śniadanie, umyłam się i ubrałam to. Z dziewczynami spotkałam się pod drzwiami. Gdy byłyśmy już w komplecie zapakowałyśmy się i wsiadłyśmy do taksówki.
-----------------------------------------------------------
Myślałam, że wyjdzie dłuższy. Trochę późno jest więc muszę lecieć. Dalszy ciąg będzie w story. Jednak ja też coś jutro napisze.
Story 5 / belikeharrystyles
To dziś. Obudzili nas o czwartej. Ja jednak zignorowałam to i poszłam z powrotem spać. Niestety później poniosłam konsekwencje i musiałam szybko się umyć ubrać w to. Nie malowałam się już tylko nałożyłam delikatną warstwę matującego kremu na twarz i lekko pomalowałam rzęsy. Musiałam iść do taksówki z mokrymi włosami.
-No nareszcie! - powiedziała zniecierpliwiona Megan.
Biedna. Była nerwowa bo nie zjadła śniadania.
Kate była już cała i zdrowa jeśli chodzi o jej wypadek na rollerkosterze. Dziś mogła spokojnie polecieć z nami do polski.
-Koncert nadchodzi! - pisnęła Victoria.
W ręce trzymała kanapkę która była już do połowy zjedzona.To nie fair. Ja też bym chciała kanapkę. Niestety Vicky często myśli tylko o sobie. Ale i tak ją kocham.
-Nie mogę się już doczekać. A i chłopaki będą czekać na nas na lotnisku. - powiedziała podekscytowana Megan.
No tak. One Direction. Mieli jechać z nami. Kate była tak wkurzona gdy się o tym dowiedziała. Ale no cóż. Pewnie teraz Megan będzie musiała uspokajać ich podczas kłótni.
-Od razu chcę przypomnieć, że to nie ja ich zapraszałam. - powiedziałam oficjalnie.
-Ani ja. - powiedziała Vicky.
Uśmiechnęłam się do niej a ona mi to odwzajemniła. Byłyśmy jedynymi dziewczynami które wiedziały o co chodzi. Wybuchłam niekontrolowanym śmiechem na wyobrażenie kłótni które odbędą się w Polsce.
-Lubie jeść gofry. - powiedziałam gdy przestałam się już śmiać.
-Ty to zawsze wiesz co powiedzieć. - westchnęła Megan.
-Alisa też jest na miejscu? - spytała ją Kate.
-Tak. A przynajmniej wczoraj mówiła, że będzie. - odpowiedziała zamyślona Megan.
W końcu dojechałyśmy na lotnisko. Tam faktycznie już czekała Alisa z 1D. Nie cieszyłam się zbyt na ich widok. To znaczy One Direction nie Alisy. Choć ona była mi bardziej obojętna. Zbyt często ją widuję.
-Nareszcie. - powiedziała Alisa.
-DO POLSKI! - pisnęła Vicky.
-Ta. A kiedy pojedziemy do Włoch? - spytałam.
-Zobaczymy. - westchnęła Alisa.
Poszłyśmy przejść wszystkie odprawy i tak dalej. Samolot już przyleciał i zaraz mieliśmy wsiąść na pokład.
-No w końcu. - powiedział Zayn gdy w końcu weszliśmy na pokład.
Mieliśmy swoją taką jakby własną kabinę na przodzie. Pasażerowie mogli wsiadać tylko tyłem. To był jeden z wielu plusów bycia sławnym.
-Sophie, choć na chwilę. - zawołała mnie Alisa.
Oddaliłyśmy się trochę od innych.
-Dostałaś list od Modest? - zapytała.
-Dostałam. Ale nie martw się. Ani mi się śni odchodzić. - uspokoiłam ją.
-Przemyśl to jeszcze raz. To porządna propozycja. Poza tym wiem, że czytałaś bo im odpowiedziałaś. Wiem bo przecież zarządzam waszą pocztą.
-No racja. - powiedziałam.
-Dziewczyny mogą znaleźć sobie inną wokalistkę. A taka szansa może się już nie powtórzyć. - powiedziała Alisa.
-Co? - powiedziałam oszołomiona. -Tak łatwo mnie zastąpić? - powiedziałam oburzona.
-No właśnie nie. Dlatego Modest poprosiło CIEBIE a nie inną dziewczynę. - powiedziała.
-Ale ja nie chcę! - krzyknęłam i wróciłam na swoje miejsce bo zaraz mieliśmy startować.
Podczas lotu myślałam tylko o tym co powiedziała mi Alisa. Czy ona na prawdę chciała żebym przeszła do Modest? Uważa, że mogę zostawić moje przyjaciółki? Nigdy!
-No nareszcie! - powiedziała zniecierpliwiona Megan.
Biedna. Była nerwowa bo nie zjadła śniadania.
Kate była już cała i zdrowa jeśli chodzi o jej wypadek na rollerkosterze. Dziś mogła spokojnie polecieć z nami do polski.
-Koncert nadchodzi! - pisnęła Victoria.
W ręce trzymała kanapkę która była już do połowy zjedzona.To nie fair. Ja też bym chciała kanapkę. Niestety Vicky często myśli tylko o sobie. Ale i tak ją kocham.
-Nie mogę się już doczekać. A i chłopaki będą czekać na nas na lotnisku. - powiedziała podekscytowana Megan.
No tak. One Direction. Mieli jechać z nami. Kate była tak wkurzona gdy się o tym dowiedziała. Ale no cóż. Pewnie teraz Megan będzie musiała uspokajać ich podczas kłótni.
-Od razu chcę przypomnieć, że to nie ja ich zapraszałam. - powiedziałam oficjalnie.
-Ani ja. - powiedziała Vicky.
Uśmiechnęłam się do niej a ona mi to odwzajemniła. Byłyśmy jedynymi dziewczynami które wiedziały o co chodzi. Wybuchłam niekontrolowanym śmiechem na wyobrażenie kłótni które odbędą się w Polsce.
-Lubie jeść gofry. - powiedziałam gdy przestałam się już śmiać.
-Ty to zawsze wiesz co powiedzieć. - westchnęła Megan.
-Alisa też jest na miejscu? - spytała ją Kate.
-Tak. A przynajmniej wczoraj mówiła, że będzie. - odpowiedziała zamyślona Megan.
W końcu dojechałyśmy na lotnisko. Tam faktycznie już czekała Alisa z 1D. Nie cieszyłam się zbyt na ich widok. To znaczy One Direction nie Alisy. Choć ona była mi bardziej obojętna. Zbyt często ją widuję.
-Nareszcie. - powiedziała Alisa.
-DO POLSKI! - pisnęła Vicky.
-Ta. A kiedy pojedziemy do Włoch? - spytałam.
-Zobaczymy. - westchnęła Alisa.
Poszłyśmy przejść wszystkie odprawy i tak dalej. Samolot już przyleciał i zaraz mieliśmy wsiąść na pokład.
-No w końcu. - powiedział Zayn gdy w końcu weszliśmy na pokład.
Mieliśmy swoją taką jakby własną kabinę na przodzie. Pasażerowie mogli wsiadać tylko tyłem. To był jeden z wielu plusów bycia sławnym.
-Sophie, choć na chwilę. - zawołała mnie Alisa.
Oddaliłyśmy się trochę od innych.
-Dostałaś list od Modest? - zapytała.
-Dostałam. Ale nie martw się. Ani mi się śni odchodzić. - uspokoiłam ją.
-Przemyśl to jeszcze raz. To porządna propozycja. Poza tym wiem, że czytałaś bo im odpowiedziałaś. Wiem bo przecież zarządzam waszą pocztą.
-No racja. - powiedziałam.
-Dziewczyny mogą znaleźć sobie inną wokalistkę. A taka szansa może się już nie powtórzyć. - powiedziała Alisa.
-Co? - powiedziałam oszołomiona. -Tak łatwo mnie zastąpić? - powiedziałam oburzona.
-No właśnie nie. Dlatego Modest poprosiło CIEBIE a nie inną dziewczynę. - powiedziała.
-Ale ja nie chcę! - krzyknęłam i wróciłam na swoje miejsce bo zaraz mieliśmy startować.
Podczas lotu myślałam tylko o tym co powiedziała mi Alisa. Czy ona na prawdę chciała żebym przeszła do Modest? Uważa, że mogę zostawić moje przyjaciółki? Nigdy!
Chapter 5/Vashappeninwoman?
††††Megan††††
Rozmawiałam z Sophie i próbowałam się dowiedzieć czemu płacze, ale ona się rozłączyła. Było mi głupio, że tak ją samą zostawiłam. Postanowiłam pojechać do szpitala i przy okazji zobaczyć co z Kate. Spytałam Vick czy jedzie ze mną, jednak ona nic nie odpowiedziała. Zachowywała się jakby się nic nie działo. Powiem szczerze działała mi na nerwy. Już nawet Clavis bardziej martwił się o dziewczyny.
Gdy byłam przed szpitalem zauważyłam, że stoi żółte Lamborghini. Oznaczało to, że Sophie tu jest. Weszłam do szpitala i od razu trafiłam na pielęgniarkę zajmującą się Kate.
-Co z nią?-spytałam.
-Obudziła się, a jej stan jest dobry. Jednak ma krótkotrwały zanik pamięci. Podamy jej teraz leki nasenne. Do jutra będzie spać i wtedy powinna już odzyskać pamięć. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to jutro ją wypuścimy. A jeśli chodzi o jej przyjaciółkę to pobiegła z płaczem do samochodu.-odpowiedziała.
-Dziękuje pani.-zwróciłam się do pielęgniarki i poszlak w stronę samochodu Sophie. Do Kate nie było sensu iść. I tak by mnie nie pamiętała.
Gdy byłam przed Lamborghini, zapukałam w szybę.
-Kimkolwiek jesteś odejdź.-usłyszałam głos Sophie.
-To ja, Megan. Chciałam cię przeprosić i powiedzieć, że Kate ma zanik krótkotrwały zanik pamięci, ale prawdopodobnie jutro wyjdzie.-oznajmiłam na jednym wydechu.
-Czyli dalej jest naszą przyjaciółką?-spytała radośniejszym głosem, otwierając drzwi.
-Tak.-odpowiedziałam ze śmiechem. Na te słowa Sophie rzuciła się na mnie i zaczęła piszczeć z radości.
-A teraz choć zwracamy do domu. Kate musi się wyspać, a ty odpocznij, zjedz coś i jutro tu po nią wrócimy.-powiedziałam. Sophie przystała na tą propozycję i pojechałyśmy do domu.
Gdy byłam przed szpitalem zauważyłam, że stoi żółte Lamborghini. Oznaczało to, że Sophie tu jest. Weszłam do szpitala i od razu trafiłam na pielęgniarkę zajmującą się Kate.
-Co z nią?-spytałam.
-Obudziła się, a jej stan jest dobry. Jednak ma krótkotrwały zanik pamięci. Podamy jej teraz leki nasenne. Do jutra będzie spać i wtedy powinna już odzyskać pamięć. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to jutro ją wypuścimy. A jeśli chodzi o jej przyjaciółkę to pobiegła z płaczem do samochodu.-odpowiedziała.
-Dziękuje pani.-zwróciłam się do pielęgniarki i poszlak w stronę samochodu Sophie. Do Kate nie było sensu iść. I tak by mnie nie pamiętała.
Gdy byłam przed Lamborghini, zapukałam w szybę.
-Kimkolwiek jesteś odejdź.-usłyszałam głos Sophie.
-To ja, Megan. Chciałam cię przeprosić i powiedzieć, że Kate ma zanik krótkotrwały zanik pamięci, ale prawdopodobnie jutro wyjdzie.-oznajmiłam na jednym wydechu.
-Czyli dalej jest naszą przyjaciółką?-spytała radośniejszym głosem, otwierając drzwi.
-Tak.-odpowiedziałam ze śmiechem. Na te słowa Sophie rzuciła się na mnie i zaczęła piszczeć z radości.
-A teraz choć zwracamy do domu. Kate musi się wyspać, a ty odpocznij, zjedz coś i jutro tu po nią wrócimy.-powiedziałam. Sophie przystała na tą propozycję i pojechałyśmy do domu.
ΔΔΔΔZaynΔΔΔΔ
Miałem strasznie poczucie winy. To wszystko było przeze mnie. Ja chciałem po prostu zwrócić na siebie uwagę Kate. Było mi tak przykro. Ona teraz leżała w szpitalu i o mało co nie umarła. Chłopacy , Sophie i Megan już pojechali, ale ja jeszcze zostałem przy niej. Najchętniej siedziałbym przy niej cały czas, ale szpital tego zabrania. Była taka piękna kiedy spała. Byłem nią zauroczony, jeśli nie zakochał em się w niej. Jednak ona mnie prawdopodobnie nienawidziła. Cóż, nie dziwnie się jej. Postaram ją przeprosić i się zaprzyjaźnić.
Się działem przy niej do 23, a potem przegonił a mnie pielęgniarka. Poszedłem od razu do domu, bo byłem padnięty.
--------------------------------------------------------
Sorry, że taki krótki, ale brak weny. Obiecuje, że następny chapter będzie dłuższy.
Story 4 / belikeharrystyles
Cieszyłam się na myśl, że Kate wróci do siebie. Miałam ochotę wybiec z samochodu i ogłosić to całemu światu, jednak nie widziałam jak. Musiałam zawieźć Megan do domu. Później ewentualnie ogłoszę to na tt.
-Nareszcie w domu. - westchnęłam wchodząc do olbrzymich rozmiarów budynku.
Gdy weszłyśmy podszedł do nas lokaj z poczną w ręce.
-W kuchni stoją jeszcze kosze z upominkami. Najwięcej dostała ponownie panna Kress. - powiedział i podał nam do rąk jakieś inne listy.
Ja dostałam dwa. Jeden od jakiejś fanki a drugi od... Mogest... CO?! Zawsze się wyśmiewałyśmy razem z dziewczynami z Modest. Oczywiście gdyby nie Ci idioci to nie mogłabym słuchać teraz Little Mix ale, dlaczego wysłali MI list?
Postanowiłam go szybko przeczytać. Pojechałam windą na moje piętro i dopiero tam go otworzyłam. Jego treść brzmiała tak:
Razem z nami miało tam pojechać One Direction. Megan ich zaprosiła bez opinii o tym innych. Ja jestem przeciw. Może trochę podobał mi się Harry, ale tylko z wyglądu bo zachowuję się jak nie do rozwinięty umysłowo dzieciak.
-Obiad. - rozległ się głos wydobywający się z głośników umieszczonych na każdym piętrze.
Zamontowaliśmy je po to aby obsługa mogła nas wołać na posiłki i na inne rzeczy jak np: kiedy w telewizji ma być jakiś fajny film. Znacznie ułatwiały sprawę.
Nadal myśląc o tym, że 1D pędzie nam towarzyszyć podczas wizyty w naszym ulubionym kraju. Wyobrażałam sobie jak ich piszczące fanki lecą w naszą stronę prosząc nas o autograf bo ich znamy. To chore. Tak przynajmniej myślę ja. Nasi fani się tak nie zachowują.
A może jeśli bym podpisała umowę z Modest to też by się tak stało... NIE! STOP! Nie ma mowy żebym nawet to sprawdzała. Nie mogę.
Gdy weszłam do jadalni zobaczyłam pięknie nakryty kwiatami stół. Oprócz nich były tam też trzy talerze. Dla mnie, Victori i Megan. Dziś na obiad miałyśmy kaczkę duszoną w mięcie.
-Jej! - pisnęła Vicky.
Ona lubiła te rzygi szatana. Ja zawsze jakoś je wciskałam, ale zawsze wtedy jadłam mało. Tak jak Megan.
-Nareszcie w domu. - westchnęłam wchodząc do olbrzymich rozmiarów budynku.
Gdy weszłyśmy podszedł do nas lokaj z poczną w ręce.
-W kuchni stoją jeszcze kosze z upominkami. Najwięcej dostała ponownie panna Kress. - powiedział i podał nam do rąk jakieś inne listy.
Ja dostałam dwa. Jeden od jakiejś fanki a drugi od... Mogest... CO?! Zawsze się wyśmiewałyśmy razem z dziewczynami z Modest. Oczywiście gdyby nie Ci idioci to nie mogłabym słuchać teraz Little Mix ale, dlaczego wysłali MI list?
Postanowiłam go szybko przeczytać. Pojechałam windą na moje piętro i dopiero tam go otworzyłam. Jego treść brzmiała tak:
"Droga panno Sophie Kress, chcielibyśmy jako firma Modest złożyć pani pewną propozycję. Będzie ona jednak wymagała wielu poświęceń jak na przykład odejście z zespołu i zerwanie umowy z panny teraźniejszą firmą. Modest oczywiście pokryje wszystkie koszty. Ponad to dostanie panna dom i możliwość wyprodukowania solowej płyty. Swoją decyzje prosze sprecyzować w liście."Tak w skrócie. Nawet nie miałam zamiaru odpisywać. Jednak czułam, że to mój obowiązek.
"Poczułam się urażona samą propozycja nigdy nie zostawię moich przyjaciółek. Mogłabym nagrać czasem piosenkę w jakimś innym gatunku, bo nie przepadam za rockiem, ale dla moich przyjaciółek jestem gotowa na każde poświęcenie"Napisałam o wiele więcej, ale komu chciało by się czytać? Na pewno Modest, bo na końcu napisałam, że ewentualnie mogę nagrać coś z kimś w duecie, ale zostaje w moim starym zespole, bo niedługo wyjeżdżamy do Polski na koncert, a bardzo mi na tym zależy.
Razem z nami miało tam pojechać One Direction. Megan ich zaprosiła bez opinii o tym innych. Ja jestem przeciw. Może trochę podobał mi się Harry, ale tylko z wyglądu bo zachowuję się jak nie do rozwinięty umysłowo dzieciak.
-Obiad. - rozległ się głos wydobywający się z głośników umieszczonych na każdym piętrze.
Zamontowaliśmy je po to aby obsługa mogła nas wołać na posiłki i na inne rzeczy jak np: kiedy w telewizji ma być jakiś fajny film. Znacznie ułatwiały sprawę.
Nadal myśląc o tym, że 1D pędzie nam towarzyszyć podczas wizyty w naszym ulubionym kraju. Wyobrażałam sobie jak ich piszczące fanki lecą w naszą stronę prosząc nas o autograf bo ich znamy. To chore. Tak przynajmniej myślę ja. Nasi fani się tak nie zachowują.
A może jeśli bym podpisała umowę z Modest to też by się tak stało... NIE! STOP! Nie ma mowy żebym nawet to sprawdzała. Nie mogę.
Gdy weszłam do jadalni zobaczyłam pięknie nakryty kwiatami stół. Oprócz nich były tam też trzy talerze. Dla mnie, Victori i Megan. Dziś na obiad miałyśmy kaczkę duszoną w mięcie.
-Jej! - pisnęła Vicky.
Ona lubiła te rzygi szatana. Ja zawsze jakoś je wciskałam, ale zawsze wtedy jadłam mało. Tak jak Megan.
czwartek, 21 marca 2013
Story 3 / belikeharrystyles
Gdy widziałam nieprzytomną Kate, leżącą na łóżku w szpitalu, po tym jak miała zawał, moje serce też prawie stawało. Nie byłam zła na Zayna. Choć tylko dla tego, że jak na razie złość była pokonywana przez zamartwienie.
Niestety jedyne co mogłam teraz robić to siedzieć przy niej i patrzeć jak leży nie przytomna. Gdy głaskałam ją po głowie nie słyszałam jej niezadowolonego głosu, tylko pikanie. Nieustanne *pip*.
Pomimo tego, że nigdy nie zakochałam się w Zaynie, to roztrzaskał moje serce w drobny mak. W dodatku tylko chciał się przypodobać Kate. Eh.. Nie wyszło mu zbytnio.
Naglę poczułam ścisk w gardle. Do oczu zaczęły mi napływać łzy. Jako, że nigdy nie ukrywałam płaczu i jestem najbardziej dziewczęca i delikatna z całego zespołu, to zaczęłam płakać.
-Dlaczego? - spytałam ją choć wiedziałam, że nie odpowie.
Byłam przy niej tylko ja. Inne dziewczyny stwierdziły, że sterczenie przy niej już nie ma sensu. Ja jestem innego zdania. Chciałam być przy niej cały czas. Miała swój własny pokój więc mogłam siedzieć ilę czasu chcę. Pewnie też dlatego, że jestem sławna. Ludzie często dają mi więcej możliwości niż innym dziewczyną z zespołu. Nie rozumiem dlaczego.
Wszystkie jesteśmy takie same. To znaczy różnimy się wyglądami, talentami i charakterami, ale jesteśmy wszystkie normalnymi ludźmi i tak powinni nas traktować. Ja jestem nieludzko traktowana.
Ludzie traktowali mnie jakbym była kimś ważnym. Podczas kiedy ja tylko śpiewam, jednocześnie realizując moje marzenia.
Naglę usłyszałam, że Kate się porusza i nawet coś jęczy pod nosem. Budziła się. Czy powinna? A może to źle?
-Siostro! - zawołałam głośno.
Do pokoju od razu wbiegła przerażona pielęgniarka.
-Budzi się. - powiedziałam.
-To dobrze, że mnie zawołałaś. Pójdę po lekarza, a ty ją czymś zajmij. - powiedziała i znikła za drzwiami.
Złapałam Kate za rękę.
-Mama? - zapytała.
-Nie. To ja Sophie. - powiedziałam.
-Ale ja nie znam żadnej Sophie. - powiedziała zabrała swoją rękę z mojego uścisku.
Moje serce, które było już rozbite, teraz na domiar złego zostało bezdusznie podeptane. Wybiegłam z płaczem z pokoju.
Nie mogłam już dłużej wytrzymać tego napięcia. Wsiadłam do mojego wozu i tam doszczętnie się rozkleiłam.
Zamknęłam drzwi tak, aby nikt nie mógł wejść i położyłam się wzdłuż wozu. Wszystko wbijało mi się w najróżniejsze miejsca ale to ignorowałam. Byłam zbyt nieszczęśliwa.
Kuliłam się i zginałam na wszystkie strony z rozpaczy. Na szczęście miałam specjale szyby i nikt z zewnątrz nie mógł mnie zobaczyć w tym stanie.
-Kate. - czasem szeptałam pod nosem nadal w wielkiej rozpaczy.
W pewnym momencie usłyszałam, że ktoś do mnie dzwoni. Drżacą ręką sięgnęłam do kieszeni po telefon.
-Halo? - odebrałam.
-Płaczesz? - usłyszałam głos Megan.
-Bardzo. - oświadczyłam.
-Chłopcy przyjechali do szpitala i Cię tam nie zastali więc zadzwonili do nas. Gdzie jesteś? - powiedziała ciepło.
Nie miałam ochoty rozmawiać. Rozłączyłam się popadłam w dalszą histerie.
Niestety jedyne co mogłam teraz robić to siedzieć przy niej i patrzeć jak leży nie przytomna. Gdy głaskałam ją po głowie nie słyszałam jej niezadowolonego głosu, tylko pikanie. Nieustanne *pip*.
Pomimo tego, że nigdy nie zakochałam się w Zaynie, to roztrzaskał moje serce w drobny mak. W dodatku tylko chciał się przypodobać Kate. Eh.. Nie wyszło mu zbytnio.
Naglę poczułam ścisk w gardle. Do oczu zaczęły mi napływać łzy. Jako, że nigdy nie ukrywałam płaczu i jestem najbardziej dziewczęca i delikatna z całego zespołu, to zaczęłam płakać.
-Dlaczego? - spytałam ją choć wiedziałam, że nie odpowie.
Byłam przy niej tylko ja. Inne dziewczyny stwierdziły, że sterczenie przy niej już nie ma sensu. Ja jestem innego zdania. Chciałam być przy niej cały czas. Miała swój własny pokój więc mogłam siedzieć ilę czasu chcę. Pewnie też dlatego, że jestem sławna. Ludzie często dają mi więcej możliwości niż innym dziewczyną z zespołu. Nie rozumiem dlaczego.
Wszystkie jesteśmy takie same. To znaczy różnimy się wyglądami, talentami i charakterami, ale jesteśmy wszystkie normalnymi ludźmi i tak powinni nas traktować. Ja jestem nieludzko traktowana.
Ludzie traktowali mnie jakbym była kimś ważnym. Podczas kiedy ja tylko śpiewam, jednocześnie realizując moje marzenia.
Naglę usłyszałam, że Kate się porusza i nawet coś jęczy pod nosem. Budziła się. Czy powinna? A może to źle?
-Siostro! - zawołałam głośno.
Do pokoju od razu wbiegła przerażona pielęgniarka.
-Budzi się. - powiedziałam.
-To dobrze, że mnie zawołałaś. Pójdę po lekarza, a ty ją czymś zajmij. - powiedziała i znikła za drzwiami.
Złapałam Kate za rękę.
-Mama? - zapytała.
-Nie. To ja Sophie. - powiedziałam.
-Ale ja nie znam żadnej Sophie. - powiedziała zabrała swoją rękę z mojego uścisku.
Moje serce, które było już rozbite, teraz na domiar złego zostało bezdusznie podeptane. Wybiegłam z płaczem z pokoju.
Nie mogłam już dłużej wytrzymać tego napięcia. Wsiadłam do mojego wozu i tam doszczętnie się rozkleiłam.
Zamknęłam drzwi tak, aby nikt nie mógł wejść i położyłam się wzdłuż wozu. Wszystko wbijało mi się w najróżniejsze miejsca ale to ignorowałam. Byłam zbyt nieszczęśliwa.
Kuliłam się i zginałam na wszystkie strony z rozpaczy. Na szczęście miałam specjale szyby i nikt z zewnątrz nie mógł mnie zobaczyć w tym stanie.
-Kate. - czasem szeptałam pod nosem nadal w wielkiej rozpaczy.
W pewnym momencie usłyszałam, że ktoś do mnie dzwoni. Drżacą ręką sięgnęłam do kieszeni po telefon.
-Halo? - odebrałam.
-Płaczesz? - usłyszałam głos Megan.
-Bardzo. - oświadczyłam.
-Chłopcy przyjechali do szpitala i Cię tam nie zastali więc zadzwonili do nas. Gdzie jesteś? - powiedziała ciepło.
Nie miałam ochoty rozmawiać. Rozłączyłam się popadłam w dalszą histerie.
wtorek, 19 marca 2013
Chapter 4/Vashappeninwoman?
Obudziłam się dziś z niezłym kacem. Głowa mi nawalała i cholernie chciało mi się pić. Zbiegłam na dół i zaczęła łykać środki przeciwbólowe i pić wodę litrami. Po chwili zauważyłam , że obok mnie stoi Jeremy i zwija się ze śmiechu.
-Nie pyskuj!-zaczęłam naszą rutynową kłótnie.
-Sama nie pyskuj!-podchwycił mój pomysł.
-Ty nie pyskuj.
-Nie pyskuj.
-A pamiętasz, że Milan przegrał.-odpowiedziałam na śmiechem. On na to zamilkł i wyszedł z kuchni, a ja zabrałam się za śniadanie. Zapach jajecznicy od razu obudził i zwabił wszystkich domowników.
-Dziś przyjeżdża mój brat.-oznajmiła spokojnie Sophie.
-To ty masz brata?!-wszyscy krzyknęli ze zdziwieniem.
-Kojarzycie tego 15-letniego bruneta z "I wanna be star"?-spytała.
-Tak .-odpowiedzieliśmy znów równocześnie.
-No i to jest mój brat.-powiadomiła nas.
-Faktycznie. Zauważyłam kiedyś pewne podobieństwo.-stwierdziłam.
-A kiedy on będzie?-spytała Megan.
-Teraz.-oznajmiła Sophie, a w tym samym momencie zadzwonił dzwonek. Soph poszła otworzyć. Po dwóch minutach do kuchni wszedł piętnastolatek o ciemnych włosach.
-Siema ludzie! To co? Idziemy na impreze!-powiedział, na co my wybuchliśmy śmiechem. Chłopak spalił przez to buraka.
-Cześć!-przywitał się Łoszyrd.
-Jestem Clavis.-przedstawił się chłopak.
-Chyba Alexiss.-odparała ze śmiechem jego siostra.
-Tylko ty mnie tak nazywasz.-odpowiedział Clavis.
-Dobra spokój dzieci.-uspokoiła nas Megan.
-Dobra to jakie plany na dziś?-spytała Vick.
-Wesołe miasteczko!-krzyknął Jeremy. Wszyscy zgodzili się z jego pomysłem. Po pół godzinie wszyscy się dzieli w aucie Megan, przebrani i uczesani.
Gdy dojechaliśmy, ja i Sophie od razu rzuciłyśmy się na wirujące filiżanki. Byłyśmy na nich chyba z 8 razy. Potem był dom strachu, choć my więcej się tam naśmialiśmy niż przestraszyliśmy. Później była loteria, na której wylosowałam wielkiego misia. Następnie kolejka górska i parę wodnych atrakcji. Na koniec stanęliśmy przed moją zmorą-rollercoasterem. Panicznie balsam się wejść, a pisk ludzi wcale mi w tym nie pomagał. W środku byłam totalnie rozdarta. Chciałam pokonać lęk, ale jednocześnie nie mogłam.
Nagle znikąd obok stanęło One Direction.
-Co? Pewno nie wejdziesz. Za bardzo się boisz.-odparł na przywitanie ze śmiechem mulat. Wtedy coś się we mnie zagotowało. Nie będzie mi się śmiać w twarz jakiś idiota.
-A właśnie pójdę.-odpowiedziałam mu. Wszyscy moi znajomi po patrzyli na mnie z minami błagającymi żebym tego nie robiła. Oni dobrze wiedzieli o moim lęku i martwił i się o skutki próby pokonania go.
-Proszę cię. Nie musisz tego robić, bo jakiś idiota się do ciebie przyczepił.-mówiła Megan.
-Już podjęła decyzję. Idę.-odpowiedziałam, po czym oddałam misia Vick i wsiadłam do rollercoastera. Zamknęła zatrzask. Teraz już nie było wyjścia. 'Pociąg' zaczął powoli aczkolwiek na dużą wysokość się cofać. Gdy był już prawie pionowo stanął. Zaraz się zacznie mój koszmar. W tym momencie wagonik zaczął pędzić. Zamknęłam oczy, bo nie chciałam na to patrzeć. Jednak to nic nie dało na pierwszym obrocie zaczęła się drzeć jak opętana. Na szczęście nie było tego słychać wśród wrzasku ludzi. W tej chwili marzyłam tylko o tym, aby mój koszmar się skończył.
-Nie pyskuj!-zaczęłam naszą rutynową kłótnie.
-Sama nie pyskuj!-podchwycił mój pomysł.
-Ty nie pyskuj.
-Nie pyskuj.
-A pamiętasz, że Milan przegrał.-odpowiedziałam na śmiechem. On na to zamilkł i wyszedł z kuchni, a ja zabrałam się za śniadanie. Zapach jajecznicy od razu obudził i zwabił wszystkich domowników.
-Dziś przyjeżdża mój brat.-oznajmiła spokojnie Sophie.
-To ty masz brata?!-wszyscy krzyknęli ze zdziwieniem.
-Kojarzycie tego 15-letniego bruneta z "I wanna be star"?-spytała.
-Tak .-odpowiedzieliśmy znów równocześnie.
-No i to jest mój brat.-powiadomiła nas.
-Faktycznie. Zauważyłam kiedyś pewne podobieństwo.-stwierdziłam.
-A kiedy on będzie?-spytała Megan.
-Teraz.-oznajmiła Sophie, a w tym samym momencie zadzwonił dzwonek. Soph poszła otworzyć. Po dwóch minutach do kuchni wszedł piętnastolatek o ciemnych włosach.
-Siema ludzie! To co? Idziemy na impreze!-powiedział, na co my wybuchliśmy śmiechem. Chłopak spalił przez to buraka.
-Cześć!-przywitał się Łoszyrd.
-Jestem Clavis.-przedstawił się chłopak.
-Chyba Alexiss.-odparała ze śmiechem jego siostra.
-Tylko ty mnie tak nazywasz.-odpowiedział Clavis.
-Dobra spokój dzieci.-uspokoiła nas Megan.
-Dobra to jakie plany na dziś?-spytała Vick.
-Wesołe miasteczko!-krzyknął Jeremy. Wszyscy zgodzili się z jego pomysłem. Po pół godzinie wszyscy się dzieli w aucie Megan, przebrani i uczesani.
Gdy dojechaliśmy, ja i Sophie od razu rzuciłyśmy się na wirujące filiżanki. Byłyśmy na nich chyba z 8 razy. Potem był dom strachu, choć my więcej się tam naśmialiśmy niż przestraszyliśmy. Później była loteria, na której wylosowałam wielkiego misia. Następnie kolejka górska i parę wodnych atrakcji. Na koniec stanęliśmy przed moją zmorą-rollercoasterem. Panicznie balsam się wejść, a pisk ludzi wcale mi w tym nie pomagał. W środku byłam totalnie rozdarta. Chciałam pokonać lęk, ale jednocześnie nie mogłam.
Nagle znikąd obok stanęło One Direction.
-Co? Pewno nie wejdziesz. Za bardzo się boisz.-odparł na przywitanie ze śmiechem mulat. Wtedy coś się we mnie zagotowało. Nie będzie mi się śmiać w twarz jakiś idiota.
-A właśnie pójdę.-odpowiedziałam mu. Wszyscy moi znajomi po patrzyli na mnie z minami błagającymi żebym tego nie robiła. Oni dobrze wiedzieli o moim lęku i martwił i się o skutki próby pokonania go.
-Proszę cię. Nie musisz tego robić, bo jakiś idiota się do ciebie przyczepił.-mówiła Megan.
-Już podjęła decyzję. Idę.-odpowiedziałam, po czym oddałam misia Vick i wsiadłam do rollercoastera. Zamknęła zatrzask. Teraz już nie było wyjścia. 'Pociąg' zaczął powoli aczkolwiek na dużą wysokość się cofać. Gdy był już prawie pionowo stanął. Zaraz się zacznie mój koszmar. W tym momencie wagonik zaczął pędzić. Zamknęłam oczy, bo nie chciałam na to patrzeć. Jednak to nic nie dało na pierwszym obrocie zaczęła się drzeć jak opętana. Na szczęście nie było tego słychać wśród wrzasku ludzi. W tej chwili marzyłam tylko o tym, aby mój koszmar się skończył.
††††Megan††††
Tak bardzo bałam się o Kate. Na szczęście rollercoaster się zatrzymał. Ludzie zaczęli wychodzić. Wśród niech zobaczyłam bledszą od ściany Kate, która pod biegła do najbliższego kosza i (jak można było wywnioskować) wymiotowała. Po chwili przestała i usiadła na ławce obok. Podbiegłam do niej.
-Wszystko dobrze?-spytałam, lecz ona w odpowiedzi zaczęła krzyczeć, żebym zatrzymała tą przeklęta kolejkę. Z jej oczu literami płynęły łzy. Po pięciu minutach krzyku opadła bezwładnie na ławkę. Przeszłam kurs pierwszej pomocy więc wiedziałam co zrobić. Wpierw zbadałam jej puls było niewyczuwalne. To mnie przeraziło.
-Pomóżcie mi! Ona ma zawał!-krzyknęłam do przyjaciół, którzy jak się okazało stali za mną. Byłam zbyt roztrzęsiona, aby zadzwonić po karetkę. Na szczęście Sophie zrobiła to za mnie, a Vick mnie odciągnęła. Spojrzałam jeszcze na Zayna, który był sprawcą tego wszystkiego. Wyglądał na równie przerażonego co ja.
Subskrybuj:
Posty (Atom)